„Dziennik” (Warszawa)
Nr 218 / 18. 09. 2007 r.
Przyrównanie zbrodni katyńskiej do rzekomego mordu sowieckich żołnierzy w polskich obozach jenieckich w 1920 r. to kompletna bzdura.
Tam przecież wybuchła epidemia tyfusu, która dziesiątkowała Europę po I wojnie światowej. Polska była wtedy krajem biednym, nie była w stanie zapewnić opieki medycznej. Ale co to ma wspólnego z planowaną zbrodnią dokonaną przez Stalina? T wszystko już wyjaśniałem Rosjanom w 2000 r. Wtedy uznali sprawę za zamkniętą.
Od rozpadu Związku Sowieckiego nie pamiętam wobec Katynia tak złej atmosfery. To podważa wielki akt Borysa Jelcyna, który potrafił przekazać Polakom dowody współudziału politycznego komunistycznej partii Sowietów w podjęciu decyzji o zamordowaniu połowy polskiego korpusu oficerskiego.
Równie gorszącym nadużyciem jest porównanie Katynia do mordu w Jedwabnem. Polska już w 1949 r. ścigała sprawców tej zbrodni i postawiła ich przed sądem. W wolnej Polsce uznaliśmy, że fakt mordu jest udowodniony. Ale pamiętajmy, że uczestniczyło w nim kilkuset spośród kilkudziesięciu milionów Polaków, i to działając z inspiracji niemieckiego okupanta. Niemniej zbrodnia pozostaje zbrodnią. Dlatego życzyłbym nam, Polakom i Rosjanom, solidnego obrachunku sumienia, a nie takich manipulacji.







