Korporacja Geremka– tekst ukazał się w Kurierze Szczecińskim w wydaniu weekendowym 18-20 lipca. Jeszcze kilka dni temu rozmawialiśmy o polityce, o planach na bliższą i dalszą przyszłość, o wyborach w USA, o nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego. Teraz nagle pustka.
O profesorze Bronisławie Geremku można mówić i pisać wiele, jego zasługi są ogromne, a lista dokonań długa. Ma już swoje zasłużone miejsce w historii. Dobrze się także stało, że zostały teraz należycie przypomniane, ale chciałbym powiedzieć kilka słów o tym wybitnym Polaku z perspektywy młodego pokolenia, oczami polityka, szczecinianina, gdyż właśnie w Szczecinie poznałem go osobiście.
Było to w trakcie kampanii wyborczej do parlamentu w 2001 roku, kiedy profesor Geremek wraz z mecenasem Edwardem Wendem przyjechali do Szczecina namawiać wyborców do głosowania na Unię Wolności. Byłem świeżo upieczonym magistrem politologii Uniwersytetu Szczecińskiego po obronie pracy pisanej nomen omen o UW. Poprosiłem wtedy Geremka i Wendego o wpis w pracy magisterskiej. Czułem dumę i nie przeczuwałem, że któregoś dnia będą to historyczne podpisy.
To właśnie wtedy, jak wielu innych młodych ludzi, zdecydowałem się na polityczną aktywność widząc wzór do naśladowania. I mówię to bez przesadnego patosu. Po prostu każdy kto słuchał lub poznał Geremka wie, że potrafił wręcz hipnotyzować słuchaczy i rozmówców, a często budził skrajne emocje. Można Go było kochać lub nienawidzić, nie budził letnich reakcji. Widziałem to potem wielokrotnie na różnych salach w wielu miastach Polski, w Szczecinie ostatni raz w 2006 roku kiedy mówił o polityce krajowej i zagranicznej.
Kim był i jaki pozostanie Geremek w oczach pokolenia, które mogło do niego mówić tylko Panie Profesorze, ludzi, którzy przecież nie mieli tej historycznej możliwości walki o demokratyczną Polskę, którzy znają tylko z opowieści to unikalne narodowe braterstwo „Solidarności”, którzy nie byli internowani, nie siedzieli w więzieniach za swoje przekonania. Przecież my pamiętamy ze stanu wojennego tylko tyle, że nie było „Teleranka”, a żyjemy i korzystamy z dobrodziejstw normalnego, europejskiego kraju czasami zupełnie bezwiednie jakby to było dane od zawsze. Dla naszych rodziców wyjazd poza państwa bloku wschodniego był marzeniem, a teraz my bez paszportu poruszamy się swobodnie po strefie Schengen.
Otóż dla mnie i dla wielu moich rówieśników profesor Geremek pozostanie w pamięci jako nie tylko ten, który w ogromnej mierze się do tego wszystkiego przyczynił, ale jako człowiek do końca aktywny, pokazujący wydarzenia przełomu 89 roku zawsze pozytywnie, bez zawiści, jako dokonania wielkiego narodu, który potrafi wygrywać, a nie tylko z honorem ginąć. Jednak - nade wszystko - pozostanie jako ten, który powtarzał, że wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia i w młodych właśnie widział kontynuatorów swojego dzieła.
To chyba właśnie ten pozytywizm, ale rozumiany nie jako praca u podstaw, tylko jako pozytywne myślenie - bo trzeba powiedzieć, że wbrew obiegowej opinii profesor był bardzo pogodnym i dowcipnym człowiekiem - przyciągał do niego ludzi. Potwierdzą to wszyscy uczestnicy spotkań partyjnych, konferencji czy wykładów z jego udziałem. To była cecha profesora, która sprawiała, że był jedną z niewielu osób, która jak magnes przyciągała słuchaczy, przyciągała młodych, a o to we współczesnym świecie nie jest łatwo. Powiem więcej, profesor potrafił tym pozytywnym myśleniem zarażać, potrafił kreślić wizje i zarażać nimi ludzi. To unikatowa cecha, bo jak pokazać jakąś atrakcyjną wizję, kiedy Polska osiągnęła swoje strategiczne cele: NATO i UE? Kiedy jesteśmy w miarę normalnym europejskim krajem? Kiedy żyjemy w czasach rozbudzonego indywidualizmu i kultury konsumpcyjnej? Okazuje się, że można.
Profesor był człowiekiem otwartym i bardzo łatwo nawiązywał kontakty. To nie tylko dzięki doskonałej znajomości francuskiego czy angielskiego, ale przede wszystkim dlatego, że potrafił nie tylko mówić, ale także i słuchać. To jest szczególnie ważne dla młodych. On - wielki profesor o ogromnej wiedzy i doświadczeniu - potrafił usiąść i rozmawiać ze studentem jak równy z równym szanując pomysły i poglądy. Nie był rozmówcą łatwym. Był wymagający względem siebie i względem innych, ale potrafił przyznać się do błędu. Pamiętam naszą niedawną dyskusję o toczących się prawyborach w Partii Demokratycznej w USA. Przekonywałem go wtedy, owładnięty (zresztą do dzisiaj) Obamomanią, że nominację zdobędzie nowy, młody, prężny Barack. On tłumaczył mi, że Stany nie są na to gotowe, że jest to niemożliwe. Kiedy Hillary wycofała się z konkurencji o nominację on, przyjaciel domu Clintonów, doskonale znający realia amerykańskie, jeden z niewielu ludzi w Europie, który mógł zadzwonić ( i dodzwonić się) do Białego Domu w każdej chwili, powiedział, że się mylił i nie docenił potencjału młodych stojących za Obamą.
Korporacja Geremka
Feed: Blog Radosława Popieli













