tak mówiłem w 1979 r


W tym czasie tłum dostał się już pod od budynek Komendy. Rzucane są kamienie, lecą szyby. Podano mi skądś tubę.
Staję w oknie. Wyrzucam kask i kartę zegarową. Miałem to przy sobie, ponieważ było rano. Wyrzucając to, chciałem, żeby ludzie rozpoznali, że ja też jestem ze stoczni. Zawołałem: "stójcie!"Lech Wałęsa
Staję w oknie. Wyrzucam kask i kartę zegarową. Miałem to przy sobie, ponieważ było rano. Wyrzucając to, chciałem, żeby ludzie rozpoznali, że ja też jestem ze stoczni. Zawołałem: "stójcie!" Tam było bardzo dużo moich kumpli. Liczyłem na to, że mnie poznają. Na moment udało mi się uciszyć ludzi. Powiadam, że milicja się zgadza wypuścić naszych i nie będzie z nami walczyć.

Ponieważ nie znam zatrzymanych, proszę żeby ktoś do mnie przyszedł i ich odebrał. Ludzie się uciszyli, ale to trwało bardzo krótko. Cała obsługa milicyjna podeszła do okien i patrzy. Ale, powtarzam, to trwało bardzo krótko. Dowódca prawdopodobnie nie zdążył wydać rozkazu do tyłu. Milicja już z obu stron naciera na nas, wprost zamyka ten tłum jakby w klamrę.

Teraz z gromady ludzi padają pod moim adresem słowa: "zdrajca, świnia". Sądzą, że ich oszukuję. No i nie trwało to sekundy jak tysiące kamieni poleciało w okna. Wszyscy milicjanci stojący w oknach byli zaskoczeni. Są wśród nich ranni. Leje się krew. Ja byłem u góry i dlatego kamienie mnie nie dosięgnęły. Zrozumiałam, że przegrałem akcję. Teraz trzeba szybko stąd wyjść. Jakież tam było zamieszanie! Na podłodze zbite szyby, kamienie i ranni milicjanci. Zaczyna być groźnie. Muszę stąd koniecznie wyjść.

Zaczynam się dusić, bo w pomieszczeniu eksplodowały petardy czy świece dymne rzucane przez milicjantów w tłumie odrzucane przez ludzi aż tu do budynku.

Ludzie w tym czasie krzyczą, że ja ich oszukałem, że jestem szpiclem, szpiegiem. Mówię o zgodzie na nasze żądania, a milicjanci ich trują, okrążają... Zaczęła się walka. Milicja rzuca te petardy czy świeca dymne.. Ludzie je łapią i rzucają w okna, w których już nie ma szyb. Wszędzie pełno dymu. Duszę się. Nie mogę złapać powietrza. Jak się stąd wycofać? Poza mną zamknięte drzwi. Przypomniałem sobie, że mam w kieszeni kombinerki. Otworzyłem nimi okna. Złapałem trochę jakby świeżego powietrza. Powolutku, powolutku z tubą w ręku wycofuję się z tego pokoju. Tam wyciągają już rannych, a ja schodzę na dół. Patrzę, są jakieś drzwi a w nich wybite okno. Wyszedłem przez to okno, bo drzwi były zatrzaśnięte. Było to od tyłu budynku. Idę. Przy kiosku podszedł do mnie jakiś cywil i mówi: "no, widzisz, nie udało się facetowi..." Byłem zrezygnowany...

Poszedłem w kierunku Suchomina, bo tam mieszkałem. Po drodze usiłuję zatrzymać samochód, żuka. Jestem bardzo zmęczony... Chcę dostać się do domu. Kierowca trzęsie się ze strachu. Przed chwilą,