„Le Soir"
Nr .. / 31. 07. 2000 r.
POL MATHIL [LEOPOLD UNGER]: - Bohater antynazistowskiego ruchu oporu w łonie armii podziemnej, więzień komunistów, jeden z przywódców demokratycznej opozycji i „Solidarności", przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Senatu - podjął się Pan, po raz drugi, obowiązku bez precedensu: kierowania dyplomacją polską. Czy nie ma Pan ochoty odpocząć, mając 78 lat?
WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI: - Bez wątpienia mam ochotę. Lecz mam poczucie odpowiedzialności. Jestem człowiekiem wolnym, bez powiązań partyjnych, wiąże mnie jedynie interes Polski. Po raz pierwszy byłem ministrem spraw zagranicznych w rządzie lewicowym, kiedy prezydentem był Lech Wałęsa. Dzisiaj jestem ministrem w innym składzie rządu, bliższym moim przekonaniom politycznym. Nie zaakceptowałem tego ani z powodu ideologii, ani z powodu żądzy władzy, ale z obowiązku...
- Jakiego obowiązku? Nie dość Pan już dał...
- Do wyborów parlamentarnych mamy trochę ponad rok. Polska jest w trudnej fazie negocjacji w sprawie wejścia do UE, które jest głównym punktem jej strategii politycznej. Jednocześnie Europa jest zatroskana swoją przyszłością. Musi ona zaprogramować strukturę zdolną przyjąć aż trzydzieści krajów członkowskich. Takie idee, jak mojego kolegi Joschki Fischera, poruszają, niekiedy wstrząsają powszechnie światem politycznym i naukowym Europy. Sądzimy, że odebranie krajom kandydackim, przyszłym członkom Unii, prawa do wypowiadania się na wszystkie te tematy byłoby niesprawiedliwe zarówno z politycznego, jak i moralnego punktu widzenia. Wielkie reformy i wprowadzane duże zmiany pod nieobecność tych, którzy w przyszłości będą wchodzili w skład europejskiej całości, mogą tylko powiększyć „deficyt demokratyczny" Unii. Europa, parafrazując Camusa, żyje i rozwija się dzięki swym sprzecznościom i różnicom. To nie jest łatwy proces. Nowy minister, nawet wyjątkowo uzdolniony, ale bez doświadczenia, potrzebowałby długiego okresu na uczenie się, czasu na pogłębione zapoznanie się z zawartością wyjątkowo złożonych dokumentów. Musiałby mieć świadomość niebezpieczeństwa, na przykład - perspektywy, w której Unia Europejska podzielona byłaby na klasy i zamknięte kategorie, w której Polska znalazłaby się w jednej z gorszych grup niż inne kraje członkowskie. To wszystko, nie wspominając o takim fakcie, jak konieczność nawiązywania kontaktów osobistych z kolegami zagranicznymi.
- Pierwsza podróż „mandatu-bis" sprowadziła Pana do Brukseli...
- Jest to normalne. Chodzi o obronę w stolicy Europy ciągłości polskiej strategii, naszego podstawowego wyboru europejskiego, naszej chęci szukania możliwości przyspieszenia tego, co jest obecnie zasadniczym celem naszej dyplomacji, tj. wejścia do Unii. Polska, przypomniałem to w Brukseli, zrobi wszystko, aby być gotowa w końcu 2002 roku. Bez popadania w kalendarzową obsesję. Na początku chcemy więc wylansować dużą kampanię promocyjną dotyczącą rozszerzenia Unii, kampanię dostatecznie skuteczną, żeby pokonać spadek energii i entuzjazmu do rozszerzenia, który obserwujemy u naszych zachodnich partnerów.
- To przypomina niektóre z idei Bronisława Geremka...
- Oczywiście. Chodzi o zapewnienie naszych europejskich partnerów o całkowitej kontynuacji polityki prowadzonej przez Bronisława Geremka, mojego poprzednika, przyjaciela, politycznego sprzymierzeńca, wiernego tej samej idei służby publicznej i sensu państwa. Podobnie, jak to było w przypadku negocjacji w sprawie wejścia do NATO, polityka zagraniczna Polski musi się opierać na ciągłości i mieć priorytetowy charakter, ponad politycznymi podziałami i nacjonalistycznymi tendencjami, oraz liczyć się z poważnymi wypowiedziami i intencjami naszych rozmówców.
- W wywiadzie dla „Le Soir" minister Geremek wyraził swą troskę w związku z raczej chłodnymi stosunkami polsko-rosyjskimi. Dlaczego nie towarzyszył Pan prezydentowi Kwaśniewskiemu w czasie jego niedawnej wizyty w Moskwie?
- Ponieważ nie byłem zaproszony. Mojego rosyjskiego kolegi, Igora Iwanowa, nie było w tym momencie. Zresztą, celem tej wizyty było wyłącznie omówienie spraw gospodarczych. Stosunki te mnie także bardzo niepokoją. Ale kilka spraw się klaruje. Pan Iwanów, z którym zobaczę się wcześniej przy okazji milenijnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, przybędzie prawdopodobnie do Warszawy w listopadzie. Zaproszenie dla prezydenta Putina jest ciągle aktualne...
- Krótkie spotkanie panów Kwaśniewskiego i Putina zasiało niepokój u Pana sąsiadów, w zaprzyjaźnionym kraju - Ukrainie. Czy to prawda, że Rosjanie zdecydowali zbudować gazociąg przez Polskę, lekceważąc Ukrainę i odbierając jej, wyłącznie z przyczyn politycznych, dochody z tranzytu rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej? Patrząc w kierunku Warszawy, Ukraińcy mówią o ciosie w plecy...
- Problem gazociągu był rzeczywiście poruszany w czasie wizyty prezydenta Kwaśniewskiego w Moskwie. To właśnie w Moskwie powiedziano nam, że jest to problem przemysłowy, a nie polityczny. Polski rząd jest mocno zdeterminowany, lojalnie i całkowicie, wypełnić swoje zobowiązania wobec naszego ukraińskiego sojusznika.
- Był Pan jednym z założycieli Komitetu Pomocy Żydom „Żegota" w okupowanej przez Hitlera Polsce i jednym z pierwszych uznanych za „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata" przez Instytut Yad Vashem w Izraelu. Jest Pan również przewodniczącym Międzynarodowego Komitetu „Oświęcim". Stosunki polsko-żydowskie pozostają wciąż delikatną sprawą...
- Tak można najoględniej powiedzieć, choć następuje w tych stosunkach pozytywna ewolucja. Przygotowuję się do dyskusji na ten temat we wrześniu, w czasie pobytu w USA, gdzie spotkam się z przywódcami amerykańskiej i światowej wspólnoty żydowskiej, wśród których mam dużo przyjaciół.
- Madeleine Albright nazwała Pana poprzednika - Bronisława Geremka - „skarbem narodowym" Polski. Czy pragnie Pan również tego tytułu?
- Złożę wizytę pani Albright we wrześniu w Waszyngtonie. Minister Geremek stanął na czele ważnej komisji parlamentarnej zajmującej się przyspieszeniem przystosowania prawa Polski do prawa wspólnotowego. Sądzę, że nie należy mnożyć skarbów narodowych. Rzadkość jest składnikiem ich wartości.
Przekład: LEOKADIA SZCZEPAŃSKA-BIAŁEK






