Impresje berlińskie


Z założenia miał to być dziennik, w którymchciałem opisać swoją wizytę studyjną w niemieckim Bundestagu, aledzieje się tyle, że jestem już spóźniony o 2 dni  zatemniech będą spostrzeżenia, przemyślenia, impresje  z tejwizyty  Pierwsze wrażenie pierwszego dnia pracy to ogromBundestagu i wspaniałe (rzeczywiście architektoniczniedoskonałe), przestronne oraz nowoczesne wnętrza. Zrobiło to namnie wrażenie choć nie pierwszy raz jestem w Berlinie i widziałemjuż wiele europejskich miast. Zapiera dech nie sam główny budynek,ale inne towarzyszące. Jest to ogromny kompleks połączony ze sobąsystemem podziemnych korytarzy, których część np. ma poziomeruchome schody jak na lotniskach, gdyż są to czasami dużeodległości. Budynki administracyjne, można powiedzieć robocze gdzieznajdują się biura wszystkich posłów do Bundestagu zajmują dwaogromne budynki, które są postawione od nowa, ale doskonaleharmonizują z otaczającymi je starymi kamienicami. W środku każdyposeł ma taki sam pokój! z takim samym wyposażeniem! co powoduje,że można się zgubić  Ja oczywiście twierdziłem, że z mojąorientacją sobie poradzę… hehe już prawie pod biurem wystarczyłopomylić jeden korytarz i już byłem w placy 30 min  Choć byłowarto bo dzieki temu poznałem budynek. „Znalazłem” tym sposobemniesamowite podwieszane przejścia pomiędzy budynkami, wewnętrznedziedzińce, z których każdy jest inny – np. jeden to stylizowanepodwórko jak w oficynie, jeden to przepiękny ogród z kilkumetrowymwodospadem , inne mają małe ogrody lub styl industrialny ze szkłai betonu… w zasadzie do opisania bardzo trudne. Postaram się wampokazać kilka zdjęć, ale pewnie dopiero w weekend. Ciekawe jest, żeprawie wszystkie wolne powierzchnie dachowe pokryte są wysokowydajnymi bateriami (kryształowymi) słonecznymi. Nie pokrywa tozapewne zapotrzebowania w prąd tych ogromnych gmachów, ale myślę,że mocno ogranicza zużycie. Skoro impresje architektoniczne już były to terazpolitycznie. Pierwsze co się rzuca w oczy to kompletnie innaorganizacja pracy. Jak patrzę jak pracuje Bundestag to zaczynam sięzastanawiać jak to możliwe, że nasz Sejm w ogóle jest w stanietworzyć prawo
I nie jestem złośliwy. Po prostuważne jest także tworzenie dobrego prawa, a nie tylko sztuka dlasztuki. Dlaczego niemieckie rozwiązanie jest lepsze od naszego?Dlatego, że niemieccy posłowie zajmują się tworzeniem prawa główniew Berlinie. Jak już pisałem każdy ma biuro przy Bundestagu, a w tymbiurze swoją ekipę asystentów min 2-3, z czego co najmniej jednegoprawnika. Oznacza to, że poseł ma na bieżąco wsparcie dobrej ekipy,może się także skonsultować z ekipami innych na miejscu,przechodząc z pokoju do pokoju. Oprócz tego ma wsparcie pracownikówfrakcji, gdzie także jest mini biuro legislacyjne składające się zprawników. Mało tego, praca frakcji podzielona jest na grupytematyczne (np. sprawy międzynarodowe, wewnętrzne itp.), którychposiedzenia są regularne i odbywają się w obecności pracownikówposłów co dodatkowo powoduję, że asystenci są na bieżącowprowadzeni w temat i nie potrzeba robić dodatkowych briefingów.Oczywiście poseł ma oprócz tego swoje biuro lub biura w regionie itam także pracowników. Jak nie ma posiedzeń planarnych jest usiebie w okręgu i tam pracuje, ale tam zajmuje się raczejwsłuchiwaniem się w potrzeby, zbieraniem postulatów, jeździ naspotkania. Następnie z takim materiałem wraca i biuro berlińskiestara się to przerabiać czy na prawo czy na petycje, zapytaniaposelskie lub inne formy. Wydaje mi się, że taki podział pracy jestzdecydowanie bardziej efektywny daje lepszy efekt. Poza tym ludziepracujący dla partii lepiej się znają. Do tego dodałbym jeszczetakie szczegóły jak bieżąca praca na papierze ekologicznym – to nietylko wymysł z serialu Ekipa, zresztą tam niesłusznie wyśmiany, booficjalne dokumenty wychodzą na zwykłym papierze. Tu nie chodzi ooszczędność pieniędzy, choć trochę także, ale o ochronę środowiska.I przyczynek do finansów, ale chyba bardziej do politycznejpoprawności czy też kultury politycznej – na wszystkich roboczychspotkaniach (oficjalne z gośćmi to co innego) są dostępne kawa,herbata, kanapki itp….. ale wszyscy płacą! I to jest bardzo zdrowyobyczaj przypominający elitom politycznym, że są normalnymi ludźmi