Prokurator dobry na wszystko


To takie polskie, takie swojskie – jeżeli cos dzieje się nie tak lepiej szukać winnych niż zastanowić się nad istotą problemu. Zamiast zastanowić się dlaczego Polki wybierają poród w Schwedt a nie w Szczecinie nasyłamy na matki prokuraturę i każemy tłumaczyć się dlaczego zrobiły to co zrobiły. Co prawda nie uda się już cofnąć czasu, ale może uda się nastraszyć te, które taką możliwość rozważają.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Ponieważ razem z żoną także zastanawialiśmy się nad porodem w klinice w Schwedt i tylko błyskawiczna akcja porodowa uniemożliwiła nam wyjazd na zakupy do Oder Center o 2 w nocy. Po prostu rozumiem powody i czuję pełną solidarność z rodzinami, które się zdecydowały. Te powody są bardzo prozaiczne – polskie szpitale i ich oddziały położnicze.

Daleki jestem od prostego krytykanctwa i doceniam zmiany, które są wynikiem między innymi akcji „rodzić po ludzku”, ale wciąż mamy wiele niedociągnięć, które dyskwalifikują często polskie placówki w zestawieniu z niemieckimi i to nawet z takim Schwedt, które posiada przecież klinikę z przeszłością DDRowską. Oczywiście głównym problemem jest wyposażenie polskich szpitali, ale to nie zawsze jest powód decydujący. Przecież wybierany jest niemiecki szpital nieposiadający oddziału neonatologii zatem istnieje teoretycznie większe ryzyko. Zasadnicza sprawa to mentalność czyli podejście do porodu, matki, dziecka, ale także ojca i sprawy okołoporodowe.

Polskie społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, coraz bardziej świadome jest macierzyństwo i w związku z tym coraz większe są oczekiwania i wiedza przyszłych rodziców. To już nie tylko strach o to, aby wszystko było w porządku z dzieckiem, ale aby lekarze niepotrzebnie i rutynowo nie wykonywali pewnych czynności wobec rodzącej. To chęć zachowania standardów europejskich w zakresie zachowania godności osobistej, czyli zwyczajnie jak najwięcej intymności. To potrzeba miłego i przyjaznego podejścia personelu, który często jest milszy gdy jest ojciec, ale przecież nie chodzi o to, aby był straszakiem, bo tata ma pełnić inną rolę. To wreszcie sprawa reżimów na oddziale, odwiedzin, zwłaszcza ważne dla rodzin gdzie rodzi się już kolejne dziecko, a dla młodszych rozstanie z matką i narodziny nowego członka rodziny to duży stres.

Zatem nie ścigajmy Polek, które wykorzystały szansę na lepszy według nich poród. Zajmijmy się własnym podwórkiem. Wykorzystajmy tę energię na zmiany, na polepszenie standardów, zachęcenie do porodów w Szczecinie. Wyciągnijmy wnioski, które pomogą w polepszeniu sytuacji rodzących, a nie w tzw. uszczelnianiu systemu. Skoro Niemcy potrafią stworzyć takie warunki to dlaczego nie my?