ŻYCZLIWY KLECHA, CZYLI ŁYŻKA MIODU W BECZCE DZIEGCIU.


Otrzymałam miły i ciekawy list, podpisany „życzliwy klecha”. X. Roman z Warszawy pisze, że niektóre moje wypowiedzi budzą jego zaniepokojenie i sprzeciw. Najbardziej zabolało go stwierdzenie, że księża ciągle wyciągają ręce po pieniądze od wiernych. Zapewnia, że on sam „ma szczęście pracować już w czwartej parafii, gdzie tzw. stawek czy cennika po prostu nie ma.