Ten jest z Ojczyzny mojej (o pierwszym wydaniu „Ten jest z Ojczyzny mojej… Polacy z pomocą Żydom 1939-1945”)


„Kultura” (Paryż)

Nr 6-7 / lipiec-sierpień 1968 r.

Pamięci Jadwigi Mańkowskiej-Strzałeckiej

Czy mogliśmy wierzyć czytając tak liczne, z całego świata, listy pisane do ,,Kultury" podczas zagrożenia i po zwycięstwie Izraela, że antysemityzm polski rozwiał się jak dym i nigdy nie powróci? Nie byliśmy na tyle naiwni, spodziewaliśmy się jednak i spodziewamy, że wstrząs wojny izraelskiej przyczyni się, pomoże znieść dawne wzajemne urazy i nienawiści.

W tym rozumowaniu nie jesteśmy osamotnieni.

„Po 6 dniach wojny na Bliskim Wschodzie - pisze do nas, jeden z wielu, A. Szyper z Brooklynu - Izrael stał się dla większości Polaków symbolem wolności walczącej z przemocą. Wydaje mi się, że świadomość wspólnego wroga (Rosji komunistycznej) zbliży Polaków i Żydów w stopniu nie mniejszym niż ich kilkusetletnie współżycie...

Zastanawia mnie coś innego - wzajemne nic nie dające polemiki polsko-żydowskie na temat «Kto ma rację»: Każda strona chce mieć całkowitą rację...

Czas otworzyć oczy na rzeczywistość, na dzisiejszy świat, zachodzące w nim zmiany. Czas, aby przestać myśleć kryteriami przeszłości. Tak Polacy jak Żydzi żyją w świecie wspólnego wroga — komunistycznej Rosji. To ich łączy, to natomiast, co było źródłem ich konfliktów, jest już nieaktualne i przeszło do lamusa dnia wczorajszego. Tak mówi prosta cyniczna logika. Uczucie i serce mówią dużo więcej. Nie ma już prawie Żydów w Polsce. Została jednak historia i wszystko, co piękne i szlachetne. Wszystko, co łączyło te dwa narody na jednej ziemi przez setki lat. Nie ma już żydowskich miasteczek na tle polskiego krajobrazu. Pozostały wspomnienia. Dlatego też za wszystko co nas łączyło w przeszłości, za Mickiewicza, za Tuwima, za miliony spalonych, szczutych i nieszczęśliwych, za przyszłość podajmy sobie rękę..." (Moje podkreślenia).

*    *    *

W dniu Święta Zmartwychwstania i Paschy Żydowskiej wraca do mnie jakby wczorajsze wspomnienie dzieciństwa. W Przyłukach, na Białorusi, w każdą Wielkanoc odwiedzaliśmy - my, dzieci, wraz z naszym proboszczem Księdzem Zelbą – starego młynarza Lejbę. Okna jego domku nie zasłonięte firankami wychodziły na czarny o zmroku staw wśród olch i na drogę, którą wracaliśmy z jesiennych i zimowych spacerów. Co sobotę widzieliśmy Lejbę w świetle świec szabasowych. Miał twarz rembrandtowską, białą brodę i tałes, czytał święte księgi.

W dzień Wielkiej Nocy częstował nas pejsachówką i ciastkami, których smaku już nie pamiętam. Jak głosi żydowska tradycja, prorok Eliasz odwiedza w Paschę każdy bogobojny dom żydowski, więc i dom Lejby również, i upija nieznacznie pierwszą kroplę z pełnego kielicha wina, który potem cała rodzina wypija do dna.

Idąc do Lejby mieliśmy jeszcze w uszach rozpierający, radością brzmiący śpiew przepełnionego wiejskiego kościoła, „Wesoły nam dzień dziś nastał", rannej rezurekcji.

Lejba czekał na Mesjasza, my wierzyliśmy, że Mesjasz już przyszedł i zmartwychwstał. Lejba omijał dyskusje biblijne, do których nasz ksiądz próbował go wciągnąć, ale gdzie tu było miejsce na wrogość czy nawet niechęć? Ksiądz i Lejba-młynarz znali na pamięć te same, tysiące razy odmawiane, psalmy nadziei, grozy i wiary, a my, dzieci, czuliśmy się razem z księdzem i Lejba związani czymś cichym, niewymownym i to uczucie dziś wraca do mnie, bo leży przede mną książka, o której Michał Borwicz w „Kulturze” 1) napisał, że gdyby termin „Złotej Księgi" nie był już zbyt nadużyty, należałoby tak ją nazwać.

Myślę o Ten jest z Ojczyzny mojej Bartoszewskiego i Lewinówny. Ta książka uświadomiła mi nagle, że A. Szyper ma może rację pisząc w swoim liście - po co dyskusja, po co polemiki, że są one płonne. O co innego chod^i^ o inne drogi zbliżenia. Ten jest z Ojczyzny mojej to zebrane tylko w drobnej części dane o pomocy Polaków Żydom, a także o ich wspólnej walce przeciw barbarzyństwu i zagładzie.

Jest naszym obowiązkiem - każdego Polaka i każdego Żyda - tę książkę nie tylko posiadać, ale przeczytać od początku do końca i szerzyć.

Czytać tę książkę jednym tchem jest prawie niemożliwe. Nagie fakty, skrawki ogromnych wydarzeń, a każdy z nich ma wagę absolutną, nie słów pięknych, ale ofiary. Nie widać tu śladu zacierania stron ciemnych - prawie co strona wspominane są szantaże, szmalcownicy, szpicle na usługach Niemców, Polacy, a nieraz Żydzi czyhający na mienie i życie Żydów. Wyczuwamy coraz to tło wypadków, ogół zastraszony, obojętny, wrogi wszystkiemu, co grozi straszliwym ryzykiem. Kto wie za granicami Polski, że Polska była jedynym krajem, w którym za podanie szklanki mleka Żydowi, za udzielone schronienie, groziła kara śmierci. Czytamy szereg przykładów wymordowania całych polskich rodzin za przechowywanie jednego starca, czy jednego dziecka. Bartoszewski, sam współorganizator Rady Pomocy Żydom, w przeciągu całej wojny sprawie tej duszą i ciałem oddany, przekazuje tu zbierane przez lata materiały, włącznie z tekstami zarządzeń dowódców niemieckich, które należy ,,mieszkańcom wsi wyjaśnić jak najdobitniej", że nawet ci, którzy sami Żydom nie udzielają schronie nia, ale dają im wikt lub sprzedają żywność, podlegają karze śmierci. Jest m.in. tekst plakatu, w którym Kreishauptmann obiecuje jeden metr żyta każdemu Polakowi w zamian za każdy donos na Żyda.

Świetny w swej absolutnej rzetelności wstęp Bartoszewskiego, bez cienia wątpliwej literatury, bez cienia efektów i chwytów literackich, przedstawia nam stan rzeczy i rozwój akcji ratowniczej. Ta akcja się opiera przede wszystkim na jednostkach, które ryzykują życiem całych rodzin polskich, na akcji przeróżnych klasztorów, na nieustannym informowaniu polskiego Londynu, który powołując się na wieści przesyłane z kraju, informacje te przekazuje dalej w świat, stykając się przeważnie z zadziwiającą obojętnością i biernością wielkich mocarstw.

Jest również opisana - tak nikła w porównaniu z kolosalnymi środkami walki, którymi wówczas świat rozporządzał – pomoc w broni i w aktywnym poparciu Armii Krajowej zbrojnego oporu Żydów. Czytając uważnie, jak opowiada o tym książka Bartoszewskiego i Lewinówny, widzimy nie martwe cyfry, ale żywych młodych Polaków, którzy giną wymordowani w tych beznadziejnych, szalonych próbach pomocy walce żydowskiej. I pomoc ta urasta do rozmiarów wielkich, bo to są ofiary krwi i życia.

Świadectw tu setki: świadczą Żydzi, świadczą Polacy, świadczą ludzie zupełnie prości, widzimy niezliczone malutkie wycinki i wszędzie czujemy tę samą nieoddychalną grozę. Po dziesięciu - dwudziestu stronach zamykamy książkę, nie mamy siły jej dalej czytać, ale wracamy do niej znowu.

Każdy uczciwy czytelnik po przeczytaniu tej książki inaczej spojrzy, inaczej odczuje naszą polsko-żydowską przeszłość. Właśnie ta przeszłość zawarta w tej książce to nieprzemijający wkład nadziei na przyszłość.

Nasze stosunki mogą i muszą być wyrównane, dzisiejsze zarządzenia w Polsce nie wytrzymają konfrontacji z ładunkiem braterstwa tej Złotej Księgi Bartoszewskiego i Lewinówny.

Niedziela Wielkanocna, 14 kwietnia 1968

JÓZEF CZAPSKI

(1896-1993)

1) „Kultura", Paryż, 1967, nr 9, s. 123-132.